Aronofsky zatopił Arkę Noego

Kwi 7, 2014

Od kilku dni widziałem w telewizji reklamy, nowej amerykańskiej produkcji, „Noe: Wybrany przez Boga”. Lubię tego tylu filmy, gdy jest dobry temat i dobra obsada. Takie filmy ogląda się zawsze miło i człowiek wychodzi zadowolony z kina. Nie tym razem. 

Dialogi, dialogi, dialogi

Pomimo dużej sympatii do Darrena Aronofsky, za Życie Pi, czy Requiem dla Snu, tym razem muszę powiedzieć: zabrał mi pan ponad 2 godziny życia. Tak ciężko nudnego filmu dawno nie widziałem. Blisko 80% całej fabuły to dialogi, rozmowy z Bogiem, powracające wizje i drzewa w lesie. Na temat wody nie ma co pisać, bo jej tak naprawdę było najmniej. Połowa filmu rozgrywa się w lesie gdzie upadłe anioły pomagają zbudować Arkę. Sama wizja upadłych też daje dużo do myślenia, kamienne stwory przypominały mi raczej bohaterów z kolejnej części Transformers.

Muzyka

To chyba najbardziej mnie zawiodło, bo muzyki praktycznie nie było. Przy czołowych akcjach, brakowało konkretnych symfonicznych wstawek. Same dialogi były również strasznie surowe, siedząc w kinie miałem wrażenie rażącej ciszy. Może to tylko kwestia poziomu znudzenia i wewnętrznego zawodu?

Efekty specjalne

Tu ciężko się przyczepić, 3D wyglądało bardzo fajnie, efektowne przejścia pomiędzy scenami robiły wrażenie. Było tego trochę mało, ale na dobrym poziomie.

Podsumowując, gdybym miał pójść jeszcze raz na ten film raczej oddałbym bilet babci. Obsada i gra aktorów na duży plus, podobnie jak efekty specjalne. Zawiodły mnie nudne długie dialogi, mało rozbudowana fabuła i słaba ścieżka dźwiękowa. Bóg wybrał Noe, ale Aronofsky mógł wybrać coś innego, to pierwszy film od lat, który tak mnie rozczarował.