Im więcej wiesz, tym gorzej myślisz? Magazynowanie zbędnej wiedzy.

Sty 18, 2015

Magazynowanie zbędnej wiedzy jest bezsensowne? Prowadzi nie tylko do osłabienia naszej koncentracji ale sprawia również, że mniej się rozwijamy. Jak to szło: „Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”?

Już jakiś czas temu zacząłem oczyszczać głowę z przekonania o tym, że muszę wiedzieć wszystko. Staram się ograniczać swoją wiedzę jedynie do rzeczy niezbędnych do codziennej pracy i życia. Jeżeli na mojej drodze pojawi się coś co wymaga dodatkowej lektury, czasami szybciej jest skorzystać z gotowych rozwiązań.

Informacyjna pułapka

Staram się ograniczyć czytanie codziennych wiadomości, one w dużym stopniu zabierają mi czas i potrzebne skupienie. Jeżeli na świecie wydarzy się coś naprawdę ważnego, poinformuje mnie o tym albo znajomy albo post na Twitterze (takie mamy teraz czasy:)). Wiedza śmieciowa jest najgorszym wrogiem jakiego mogę sobie wyobrazić pracując nad samorozwojem. Przytoczę wam taki przykład.

Pewnego dnia przeraził mnie fakt, że włączając przeglądarkę moje palce z automatu wpisują adres: wp.pl, albo onet.pl po czym przez 5 min bezsensownie gapiłem się w nagłówki, kolorowe fotki i zupełnie nic z nich nie zapamiętałem. Czas mijał, a ja tonąc w informacyjnej pułapce zapominając o liście zadań, tracąc przy tym nieodwracalnie koncentracje. W sieci jest kilka przydatnych narzędzi do blokowania czasowego stron internetowych, ale jakoś trudno mi się do takiego rozwiązania przekonać. Tutaj trzeba mocno zmieniać swoje nawyki i budować wewnętrzną dyscyplinę.

Jest jeszcze jeden powód dla którego wprowadzenie do życia polityki anty-informacyjnej jest dobre: Im więcej wiesz, tym gorzej myślisz. Nie ma chyba osoby, która w ostatnim tygodniu nie słyszała o rosnącym kursie franka szwajcarskiego. Kredytobiorcy zostali zbombardowany tymi wiadomościami w bardzo krótkim przedziale czasu, a gdy zadzwonił mi telefon z informacją o sytuacji na rynku i giełdach moja głowa przestawiła się na tryb myślenia: co teraz? ile wzrośnie waluta?, ile wzrośnie rata kredytu?, ile czasu ten stan rzeczy się utrzyma? Tylko po co te nagłe analizy…
Tak naprawdę, to pytania na które nie jesteśmy w stanie uzyskać odpowiedzi – przynajmniej nie w tej chwili. Słuchając ekspertów i ich spekulacji może doprowadzić jedynie do chęci strzelenia sobie w głowę. Dlatego trzeba wylać kubeł zimnej wody na głowę i zacząć trzeźwe myślenie. To jedyny sposób by nie zwariować.

Mój najlepszy sposób na koncentrację.

Gdy brakuje mi czasu i potrzebuję szybkiej koncentracji wyłączam TV, Facebooka, zakładam słuchawki i skupiam się na najważniejszych zadaniach. Ustalam sobie w głowie przedział czasu do którego dana czynność musi być skończona. Już jakiś czas temu przestawiłem się na tryb sprawdzania poczty 2 razy dziennie. Od tego czasu w mojej skrzynce pocztowej panuje magiczny stan „Inbox zero”, serio to działa!

Zacząłem również prowadzić kalendarz, który synchronizuję z każdym możliwym urządzeniem mobilnym. Wszystko co mam do zrobienia od najmniej istotnych rzeczy, do dużych projektów ląduje właśnie w nim. Przestałem przez to zbędnie zajmować głowę rzeczami do zrobienia i doceniłem fenomen automatycznych przypomnień.

Na koniec tego długiego już wpisu zachęcam do przeczytania lub wysłuchania książki Timothy Ferriss – „4 godzinny tydzień pracy” (link do audiobooka), to skarbnica cennych porad na  temat: w jaki stać się bardziej produktywnym pracownikiem i człowiekiem. Dbajcie o swoje głowy i dajcie im trochę oddechu, bo jak się w nich gotuje czasami możemy je stracić.