Nienawidziłem być blogerem – błędy na blogu.

Gru 15, 2014

 

Frustracja, podekscytowanie, trochę wątpliwości i dużo uśmiechu. Te emocje towarzyszą mi od ponad roku tworzenia mojego blogu. Myślałem, że pisanie będzie dla mnie bardzo lekkie i będę traktować je jako moje hobby. Rzeczywistość okazała się być troszeczkę inna. Ponieważ staram się dążyć do perfekcji w tym co robię, zabawa stała się wyzwaniem, lekkość przestała zadowalać, a oczy otwierały się coraz bardziej na drogę do doskonałości, bo błędy na blogu pojawiały się zbyt często…

Ten rok staje się powoli historią. Myślami już dawno jestem w roku 2015, gdzie moje plany i założenia są bardziej dojrzałe. Bycie blogerem stało się trudną misją, której finału jeszcze nie widać. Przez ten rok zagłębiłem się głęboko w świat polskiej blogosfery, co bardzo mnie zmieniło. Zmiany zaszły nie tylko w organizacji własnych przemyśleń i czasu, skupiły się przede wszystkim w poprawie samego siebie. Pierwszy raz mam coś co od początku do końca jest wyłącznie wynikiem mojej własnej ciężkiej pracy.

Początek bycia blogerem był wypełniony radością i ogromną wiarą we własny sukces. Starałem się pisać o wszystkim i goniłem za niewidzialnym królikiem. Wiesz co? Głupi byłem. Po tak krótkim czasie wiem, że pisanie o zimnych kotletach to nie droga do sukcesu. Trzeba potrafić pisać co zrobić by kotlety na nowo stały się gorące. W ostatnich miesiącach oczy otworzyły mi dwie osoby: Paweł Tkaczyk  i Michał Szafrański. To właśnie ich blogi codziennie wertuje w poszukiwaniu drogi i lekarstw na własne błędy. Choć recepty nie znajdę nigdzie indziej, jak tylko we własnym doświadczeniu, informacje na jakie tam natrafiam wzbogacają moją wiedzę i mocno ułatwiają drogę ku lepszemu. Pojawia się masa wątpliwości i ogromny strach, czy aby nie położyłem tego roku na łopatki. Nie ma co myśleć, trzeba działać to co było już pozostanie, przyszłość jest ciągle otwarta.

Co pomaga mi w tworzeniu treści

Pierwsze co zrobiłem, przestałem zupełnie patrzeć na statystyki. Przez pierwsze miesiące ilość osób odwiedzająca blog Cały JA, była dla mnie głównym celem, przez to zupełnie przestałem liczyć się z tym co najważniejsze – wartościowa treść. Statystyki to może i istotna kwestia z punktu widzenia przyszłej współpracy, ale umówmy się, na początku one nigdy nie będą dobre. Warto  skupić się na przekazywanej wiedzy lub historii jaką dzielimy się z naszym czytelnikiem. Kiedy znajdę na jakimś blogu coś co mnie zainspiruję, przynajmniej raz w tygodniu zaglądam na niego ponownie, by sprawdzić czy autor opublikował kolejny wpis.

Od pewnego czasu wiem, że pośpiech jest złym doradcą.. Nie potrafię policzyć ile razy gnałem do przodu nie oglądając się za siebie w poszukiwaniu własnych błędów. Liczyło się tylko to, by na skróty i jak najmniejszym kosztem dotrzeć do mety i cieszyć się ze słabego wyniku. Tylko lekkie zwycięstwa szybko przeradzały się w rutynę, a ona stawała się kulą u nogi. Trudno uświadomić sobie, że to co robimy zaczyna być doceniane wyłącznie przez nas samych, a dla naszych odbiorców przestają mieć znaczenie. Przecież jesteśmy zwycięzcami, czyż nie? Tylko co to za zwycięzca, który sam sobie wiesza na szyi medale…

Czytanie innych blogów pomaga uporać się z twierdzeniem, że nie ma lepszych od mojej osoby, a jest ich wielu, bardzo wielu. Osobiście czytam blogi nawet osób, których nie darze specjalną sympatią, jednak sposób w jaki umieszczają treści na blogach jest genialny. Od kiedy obejrzałem panel Karoliny Korwin-Piotrowskiej i Tomka Tomczyka, podczas tegorocznego Blog Forum Gdańsk, zacząłem zwracać uwagę na budowę artykułu. Częściej odwiedzam stronę Gazety Wyborczej i śledzę trendy w budowaniu treści internetowych. Te wszystkie czynniki bardzo ułatwiają życie z blogiem. Jak się mówi trening czyni mistrza, więc myślę, że za kilka miesięcy będę w stanie pisać dużo ładniej i sprawię by na blog wracało więcej czytelników.

Nie pamiętam kiedy pisałem tak rozbudowany i przemyślany tekst. Po prostu, chciałem podzielić się moimi przemyśleniami odnośnie budowania własnej marki jaka jest blog Cały Ja. Przed błędami się nie ustrzeżesz, możesz jednak wyciągać z nich wnioski. Ja po 11 miesiącach zaczynam robić rachunek sumienia, wypisując plusy i minusy moich działań. Systematyczność to jedno, a wartościowa treść to drugie, jednak gdy nauczymy się łączyć obie rzeczy osiągniemy każdy założony cel.
Do dzieła.